Happy…sad.

wrzesień 27, 2006 @ 3:27 am

Pisz. Ale co ? Gdy słów brak. A tyle do przekazania przecież mam… Tyle do wylania z siebie… I sam nie wiem czy ze mną coś nie tak. Czy stan duszy mej to happy czy sad.

A…ale nie potrafie… gdy słów brak. I siedzi we mnie wszystko. Kotłuje się. Dobre ze złym… Śmieszne ze smutnym… Słodycz z goryczą… Happy and sad

I wzrasta ciśnienie. Wzrasta by wylać… całe me wnętrze. Lecz co to będzie ? Smutek i żal ? Radość i śmiech ? Określić nie umiem, choć wybór prosty mam… Happy lub sad.

Obudzony

wrzesień 22, 2006 @ 5:57 am

Ranek, dziwna pora. Tak bardzo jej nienawidziłem, głównie z powodu braku snu, którego to sam, często świadomie, sobie odmawiałem.

Jednak czy nienawiść ta nie była spowodowana tylko i wyłącznie zmęczeniem ? Już teraz mogę napisać, że tak właśnie było.

Dlaczego tylko piszę w czasie przeszłym ? Bo coś się zmieniło. Teraz ogólne zmęczenie organizmu rozeszło się na cały dzień. Powoli też przyzwyczajam się do tego. Przestaję odczuwać potrzebę snu. ‘Zażywam’ go dziennie nawet dwukrotnie mniej niż przed kilkoma laty. I jestem pewien, że potrafię jeszcze mniej.

I przez to właśnie zmieniło się moje podejście do pór wczesno-porannych. Pór które ukochałem sobie ponad każde inne. Za co ? Za tą wewnętrzna pustkę. Uczucie, że zaczynam życie od zera. Żadnych problemów, spraw ‘na wczoraj’, zamieszania…

Tylko idę…I nie myślę. Nie umiem. Jest zbyt wcześnie. Część ‘mnie’ odpowiedzialna za to wszystko jeszcze dosypia. Dosypia by za krótką chwilę wlać we mnie całe moje życie. Przeszłość której tak nienawidzę, przyszłość której wiecznie poszukuję i teraźniejszość, której nie potrafię zrozumieć, choć tak bardzo bym chciał…

Koniec. Autobus już jest. Wsiadam, i wszystko wraca do ‘normy’… Ale już nie boli. Nie tak jak kiedyś. Bo wiem, że jeszcze ‘tam’ wrócę, prędzej czy później…

Znów ja… :/

wrzesień 21, 2006 @ 8:18 pm

Myśli… Wśród nich bałagan… Wrzucam każdą po kolei. Lecz porządku określić nie mogę…

A słowa ? Czy nie powinny mi pomóc ? Choć trochę to uprzątnąć, zebrać do kupy ?

Nie, to w nich ten bałagan jest zawarty. To one mieszają… one ranią. Choćby pośrednio, ale zawsze gdzieś tam są.

Po raz kolejny wracam do domu nocą. Po raz kolejny obiecywałem, że będę wcześniej. Ponownie też widzę te oczy ludzkie tępo wpatrzone gdzieś tam w przestrzeń. Twarze bez uśmiechu, bez smutku. Zmęczenie wisi w powietrzu. Dzień jak każdy inny mógłbym rzec. Lecz nie. Nie dla mnie. Niby twarz ta sama, a i wzrok równie tępy. jednak ‘tam w środku’ już zupełnie inaczej. Pusto. Smutno. Źle. I ciężko mi pisać o tym… Tylko dwa zdania:

Kocham Cię najdroższa. Czy jeszcze mi wybaczysz… ?